Untitled

 avatar
unknown
plain_text
9 months ago
15 kB
324
Indexable
Jesteśmy na krawędzi psychicznej wytrzymałości. Myślimy o zwolnieniu się z pracy - mówią nauczyciele z podstawówki w Gdańsku.
Dziennikarska kariera Sary, zwanej najmłodszą sejmową reporterką, przyniosła jej nie tylko rozpoznawalność, ale także spowodowała kryzys w życiu podstawówki, której Sara jest uczennicą. Rodzice uczniów z jej klasy domagają się przeniesienia dziewczynki do innej klasy. Rodzice Sary odpowiedzieli pozwem przeciwko 50 osobom ze szkoły, którym zarzucili zniesławienie. Z pracy zrezygnowała wychowawczyni klasy. W sądzie zaś toczy się sprawa o ograniczenie praw rodzicielskich rodziców Sary.


Najmłodsza dziennikarka przychodzi do Sejmu. Przepytuje Tuska, Bosaka, Giertycha 

Sara zaczęła się przychodzić do Sejmu z mikrofonem w ręku, gdy miała zaledwie dziesięć lat. Odpytywała Donalda Tuska, Romana Giertycha, Szymona Hołownię, Antoniego Macierewicza, Jarosława Kaczyńskiego, Krzysztofa Bosaka i wielu innych. Jej rozmowy z sejmowych korytarzy ukazywały się w serwisach internetowych w cyklu "Perspektywa Sary", m.in. na TikToku czy YouTubie.  

Rozmowę, po której o młodej dziennikarce znowu zrobiło się niedawno głośno, Sara przeprowadziła we wrześniu z Grzegorzem Braunem. Z inicjatywą i zaproszeniem wystąpili gdańscy przedstawiciele europosła. Wywiad z politykiem, który przyciąga do siebie środowisko ludzi o poglądach antysemickich, nacjonalistycznych i szowinistycznych, był na YouTubie zapowiadany jako "prawdziwe starcie tytanów myśli". Dotyczył m.in. Holocaustu, komór gazowych, żydokomuny, rasizmu i homofobii.   

- Czy pan szanuje gejów, lesbijki, osoby transpłciowe, Afroamerykanów, muzułmanów i Żydów? - pyta europosła Sara, dziś 12-latka. Po dłuższym wywodzie Braun mówi: - Ode mnie się pani dowiaduje, czego być może powinna się pani dowiedzieć od jakiegoś nauczyciela: że sodomici żyją krócej. 

Dziewczynka w tej rozmowie zachowuje się inaczej niż podczas wcześniejszych wywiadów: przerywa politykowi, nie pozwala dokończyć zdania, kontruje, zarzuca mu nieprawdę.  

Ta rozmowa odbyła się już jednak poza parlamentem, bo latem ubiegłego roku Kancelaria Sejmu odebrała 11-letniej wtedy Sarze akredytację dziennikarską. 


Gdy w 2024 roku Sara debiutowała w Sejmie z mikrofonem w ręku, towarzyszył jej ojciec - Franciszek Małecki-Trzaskoś. Stanął za kamerą i nagrywał rozmowy córki. Pracował wówczas dla niszowego serwisu Iboma.media, prowadzonego przez byłego dziennikarza "Nie". Akredytacje dostawała także Sara, choć tak naprawdę nie były to standardowe stałe przepustki dziennikarskie, lecz jednorazowe karty wstępu dla prasy.

Do wzrostu jej popularności przyczynił się Jarosław Kaczyński. W lipcu 2024 roku trwała dyskusja o depenalizacji aborcji. Dziewczynka podeszła z mikrofonem do prezesa PiS i próbowała zadać mu pytanie.  

- To nie są sprawy dla dzieci, także, kochana, odejdź - poinstruował ją. 

- Mamy wolność słowa - Sara nie dawała za wygraną.  

- Wolność słowa nie jest dla dzieci - odparował Kaczyński.  

Wypowiedź prezesa skrytykowali nie tylko dziennikarze, ale także Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dzieci. - Chcę stanowczo podkreślić, że każde dziecko ma prawo do wyrażania swojego zdania, do zadawania pytań i uczestniczenia w życiu publicznym. To fundament demokratycznego społeczeństwa, które szanuje prawa człowieka i dąży do wychowania świadomych obywateli - napisała na Facebooku. 

Po kilku dniach pojawiły się jednak pytania: jak to możliwe, że 11-letnia uczennica w godzinach szkolnych zajęć przepytuje polityków w Sejmie? Dlaczego publikuje filmy w swoich serwisach społecznościowych, w których można mieć konto od 13. roku życia? Czy dziewczynka nie robi tego pod presją ze strony rodziców? Czy dziecko w tym wieku powinno rozmawiać z politykami na temat wojny w Ukrainie, manipulacji i propagandy czy prześladowań Żydów w PRL? Wszystkie te tematy pojawiały się w jej sejmowych rozmowach. Dlatego krytyka jej obecności w Sejmie stawała się coraz głośniejsza. 

Dyskusja nabrzmiała tak bardzo, że TikTok na chwilę zawiesił jej konto "Perspektywa Sary", a co bardziej istotne w tej sprawie - szef Kancelarii Sejmu odebrał Sarze akredytację sejmową. Oficjalnym powodem - przekazanym rodzicom dziewczynki - było jego zarządzenie z 14 sierpnia 2024 roku o ochronie małoletnich w budynkach sejmowych. Nowe standardy zakazały "złośliwej, agresywnej i wulgarnej komunikacji z dziećmi". I dalej: "Rozmowy z najmłodszymi nie mogą wzbudzać też w najmłodszych poczucia winy, zagrożenia, obniżać ich poczucia wartości oraz upokarzać".

Jak to się ma do działalności Sary? Trudno znaleźć związek. Więcej można wyczytać z dalszej części odmowy: "Zgoda na dotychczasową realizację materiałów przez rodziców małoletniej dziewczynki, z udziałem samego dziecka, była traktowana przez Kancelarię Sejmu jako projekt przede wszystkim edukacyjny, a nie dziennikarski w ścisłym tego słowa znaczeniu".

 "Sara przeciera szlaki" 
Awantura po rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim zwiększyła popularność kanału Sary na TikToku. W czwartek 9 października krótka rozmowa z Donaldem Tuskiem o wojnie w Ukrainie miała już 500 tysięcy wyświetleń, a wywiad z Grzegorzem Braunem – ponad milion.  

W "Tygodniku Powszechnym" - w artykule Anny Golus pt. "Perspektywa Sary, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Bardzo ograniczoną" - Franciszek Małecki-Trzaskoś odpowiedział na niektóre z pytań stawianych publicznie jemu oraz jego dziecku. Mówił, że konta "Perspektywa Sary" w serwisach społecznościowych swojej córki prowadzi sam razem z żoną. Oni piszą też posty w imieniu córki. Sara nie ma nawet smartfona ani laptopa, a z tabletu korzysta tylko pod kontrolą ojca lub matki. 

A w tekście w regionalnym portalu "Zawsze Pomorze" przekonywał: – Sara przeciera szlaki. Zajęła się działalnością dziennikarską tak, jak niektórzy jej rówieśnicy aktorstwem. Tylko że, w przeciwieństwie do małych aktorów, nie ma w Polsce dziecka dziennikarza poza Sarą.  

Zapewniał też, że jego córka nie czyta hejterskich komentarzy na swój temat, które umieszczane są pod jej filmami. Wyznał, że Sara cierpi na chorobę, która powoduje zaburzenia mowy. Ujawnił to, bo - jak przekonywał - jej działalność dziennikarska jest formą terapii logopedycznej.  

Dziś na rozmowę z rodzicami Sary nie ma co liczyć. Kontaktują się z mediami przez prawnika. 

Mediacje dorosłych nie doszły do skutku 
Wszystko przez to, co dzieje się w szkole Sary. Dziewczynka jest uczennicą piątej klasy podstawówki w śródmieściu Gdańska. Rozmawiam z rodzicami innych dzieci. 

- Wychowawczynie w klasie trzeciej oraz czwartej, do której uczęszcza Sara, zrezygnowały z pracy w naszej szkole ze względu na działalność jej rodziców - twierdzą. - Były zasypywane pismami i uwagami na temat pracy szkoły, sposobu oceniania, organizacji klasowych wyjść. Odbywało się to przez cały rok szkolny, w wakacje, w święta. Utrudniało naukę, pracę i funkcjonowanie klasy.

Nauczyciel z tej szkoły mówi anonimowo o tym, co przeżywała jedna z poprzednich wychowawczyń: - Bała się otworzyć dziennik elektroniczny, bo czekały tam na nią wiadomości od rodziców Sary z pytaniami na każdy możliwy temat. Po jej odejściu był ogromny problem, kto ma wziąć wychowawstwo, nikt nie chciał się tego podjąć. Wszyscy mamy już tej sytuacji dość, jesteśmy na krawędzi psychicznej wytrzymałości. Naprawdę myślimy o zwolnieniu się z pracy w tej szkole.

Dodaje, że wiadomości przez dziennik elektroniczny dostaje cała kadra. Pisma odbiera też dyrekcja szkoły i Kuratorium Oświaty w Gdańsku. 

Konflikt, eskalujący na wywiadówkach, szkolnych korytarzach i w komunikatorach internetowych, próbowano w szkole rozwiązać. Odbywały się spotkania z nauczycielami, wychowawcami i prawnikiem. Dyrektorka poprosiła o pomoc Gdańskie Centrum Mediacji. Jednak negocjacje z rodzicami Sary nie doszły do skutku. 

Dyrektorka szkoły: "Idę korytarzem, dzieci się do mnie przytulają. Mam je odtrącić?". Standardy ochrony uczniów budzą kontrowersje


Konflikt znalazł się w takim punkcie, że w ubiegłym roku szkolnym rodzice innych uczniów z klasy Sary nie tylko poskarżyli się dyrektorce szkoły na zachowanie dziewczynki, ale także zażądali przeniesienia jej. - Sara buntuje inne dzieci przeciw nauczycielom, wciąga w politykę, która na tym etapie rozwoju nie powinna być istotną częścią ich życia - tłumaczą w rozmowie z "Wyborczą".

Potwierdza to treść pisma do dyrekcji szkoły, do którego dotarłam. Jego autorzy piszą, że dziewczynka pod wpływem swoich bliskich promuje w klasie treści polityczne, co wprowadza w klasie zamęt i prowadzi do podziałów społecznych już w podstawówce. Cytują Sarę, która ma mówić innym dzieciom, że jej ojciec złoży pozew do sądu, "przedstawiając grono pedagogiczne jako niekompetentne".

- Dlatego nauczyciele czuli się zastraszeni - mówi mi jeden z rodziców. - Boją się zorganizować wycieczkę, wyjście klasowe albo spotkanie, bo zaraz zostaną zasypani uwagami lub skargami, na które muszą odpowiedzieć. 

Rodzice podpisali list do kuratora, zostali oskarżeni 
W efekcie rodzice Sary skierowali do Sądu Rejonowego w Gdańsku prywatny akt oskarżenia, który obejmuje 50 osób ze środowiska szkolnego. Co im zarzucają?

- Sarę zniesławili zarówno rodzice jej koleżanek i kolegów, jak i osoby z grona pedagogicznego, w tym honorowy profesor oświaty pani dyrektor szkoły podstawowej - poinformował "Wyborczą" Tomasz Kuśmierek, radca prawny, reprezentujący Małeckich-Trzaskoś. - Czynność zniesławienia odbyła się m.in. przez podpisanie przez osoby oskarżone listu skierowanego do Kuratorium Oświaty w Gdańsku, a zawierającego dalece nieprawdziwie i zniesławiające sformułowania pod adresem moich klientów. 

Tylko dwie osoby - dyrektorka szkoły i jeden z rodziców - zostały wskazane w akcie oskarżenia z nazwiska. Prawnik rodziny tłumaczy, że ustalenie nazwisk pozostałych osób, które poparły list do kuratorium, było niemożliwe. Dlatego ich tożsamość ma ustalić sąd albo policja. Rodzice uczniów, z którymi rozmawiam, nie mają na razie pojęcia, czy znajdą się wśród pozwanych, czy też nie. 

Termin pierwszej rozprawy wyznaczony jest na grudzień 2025 roku. Sąd ma najpierw rozważyć, czy postępowanie w ogóle powinno się toczyć, czy nie należy go od razu umorzyć.

- Akt oskarżenia, który złożyli rodzice Sary, jest dla nas absurdalny - mówi mi nauczyciel. - Wiadomości, które wysyłają do nauczycieli państwo Trzaskosiowe są nacechowane taką presją, że odbieramy to jako zastraszanie całego środowiska szkolnego. Nauczyciele, zamiast poświęcać uwagę wszystkim uczniom, muszą zajmować się na co dzień wyłącznie sprawami tej rodziny.

Ale i rodzicami Sary interesuje się wymiar sprawiedliwości. W Gdańsku przed Sądem Rejonowym toczy się postępowanie o ograniczenie ich praw rodzicielskich. - Jest w toku. W sprawie nie zapadło jeszcze orzeczenie kończące merytorycznie postępowanie - informuje sędzia Mariusz Kaźmierczak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Wiemy, że wniosek w tej sprawie złożyła szkoła. Dyrekcja nie chce ujawniać powodów. Woli nie zaogniać konfliktu. 

Ekspert: Trzeba myśleć, jak w takiej sytuacji zabezpieczyć dziecko
O konflikt oraz o to, jak akt oskarżenia wpływa na funkcjonowanie szkoły, zapytałam Annę Listewnik, dyrektorkę podstawówki Sary. "Z uwagi na standardy ochrony małoletnich przed krzywdzeniem, szkoła nie udziela takich informacji. Jednocześnie wskazuję, że dobro każdego dziecka jest dla szkoły wartością najwyższą" - odpowiada na mojego mejla i odsyła z pytaniami do Urzędu Miasta w Gdańsku. 

- Jesteśmy poinformowani o niepokojącym konflikcie między rodzicami jednej z uczennic a społecznością szkolną. Pozostajemy w kontakcie z przedstawicielami szkoły - informuje Marcin Szeląg z referatu prasowego biura prezydenta Gdańska. 

Ocenia, że prywatny akt oskarżenia wobec pięćdziesięcioosobowej grupy osób związanych ze szkołą to "niewątpliwie sprawa bezprecedensowa". - W związku z wniesionymi przez rodziców oskarżeniami, przed właściwymi organami toczą się obecnie postępowania, w tym – konieczne ze względu na obowiązujące przepisy – postępowanie wyjaśniające wobec dyrektorki szkoły. Czekamy na ich rozstrzygnięcia - tłumaczy. 

Poprosiłam o komentarz także Katarzynę Gębę, gdańską rzeczniczkę praw uczniowskich. Ona również odesłała mnie do referatu prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Kuratorium Oświaty przyznaje, że Rada Rodziców z placówki Sary zwróciła się do tej instytucji o pomoc przy rozwiązaniu konfliktu w szkole. Na pytanie, czy kuratorium prowadzi w związku z tym mediacje w szkole, otrzymałam odpowiedź, z której wynika, że nie: "Kuratorium Oświaty w Gdańsku na bieżąco monitoruje sytuację w szkole. Informacje dotyczące ewentualnych działań podejmowanych przez rodziców w ramach prywatnych postępowań nie są formalnie przekazywane do kuratorium i nie stanowią przedmiotu jego działań. Wszelkie działania mediacyjne należą do kompetencji szkoły, organu prowadzącego lub sądu – w zależności od charakteru sprawy".

Krzysztof Sarzała, pedagog i terapeuta, twórca Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku nie ma wątpliwości, że to, co się dzieje w podstawówce Sary, to sytuacja kryzysowa. - Na pewno odbija się ona na tym, jak uczniowie realizują swoje potrzeby i "udziwnia" relacje między dorosłymi a uczniami – komentuje dla "Wyborczej". - Szkoły powinny być przygotowane na takie sytuacje, do których dochodzi raz na jakiś czas i przechodzić na strategię zarządzania kryzysowego. W tej sytuacji należy myśleć o tym, jak zabezpieczyć dziecko, by nie dostawało rykoszetem w efekcie wojny, którą prowadzą dorośli.  

Gdyby Sarę zaprosił Trump, też skorzystałaby z zaproszenia 
W sądzie toczy się jeszcze jedna sprawa - o przywrócenie Sarze sejmowej akredytacji dziennikarskiej. Pierwszą, w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, rodzice Sary przegrali. Wnieśli skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. WSA ma więc ponownie ją zbadać i ocenić, czy Sara ma status dziennikarki i czy kierownictwo Sejmu miało prawo odmówić jej akredytacji. 

Prawnik rodziny jest przekonany, że nie miało. Zwłaszcza że - co podkreśla - Okręgowy Inspektor Pracy w Gdańsku udzielił Sarze w czerwcu 2025 roku zgody na wykonywanie "czynności dziennikarskich". 

I dodaje: - Zapewniam, że gdyby współpracownik pana prezydenta Donalda Trumpa zaprosił Sarę do przeprowadzenia wywiadu z panem prezydentem Stanów Zjednoczonych, z zaproszenia z pewnością także by skorzystała. 
Editor is loading...
Leave a Comment